Cudze (ale pożyczone) chwalimy

  Nie jest to reguła, ale tym razem pozwolimy sobie na specjalne wystąpienie z okazji. Chodzi o jednego z naszych dobroczyńców, który po raz kolejny znacznie ułatwił nam rozwiązanie problemów logistycznych, związanych z organizacją zawodów. Wiadomo, że znacznie zabawniej by to wyglądało, gdybyśmy zgrzewki z wodą dla zawodników i nagłośnienie transportowali osobówką wielkości Tico, rolki pod pachą a podium (o, to, to) tramwajem. Ileż to uciechy dla postronnych - a do tego nieustający quiz z tetrixa na żywo: jak zmieścić do środka przedmioty o kubaturze znacząco ten środek przewyższającej?

 No, ale Iveco, niestety, ostatnio konsekwentnie nam tę zabawę psuje. A to za sprawą swoich pakownych wielce samochodów, które wożą nam cały ten rozene... to jest, majdan, w tę i z powrotem. Co zrobić - bierzemy to na klatę z godnością.

(Na pierwszym planie Marek Woźniczka, na drugim - bohater opowieści. To ten granatowy, z napisem "Daily")

No, dobra - pewnie, że jest to bardzo miłe, bardzo wygodne i w ogóle. W sumie, to mamy do Iveco tylko jedno zastrzeżenie. Reklamują się, oferując "Nieskończoną radość z jazdy". Sprawdziliśmy; no jednak nie. Czasem trzeba zatankować. Ale poza tym - bomba!